czwartek, 21 grudnia 2017

Rozdział 2

  Crowley uśmiechnął się. Tuż przed nim leżała teczka pełna dokumentów. Nareszcie skończył znienawidzoną papierkową robotę. Gdyby mógł, sam sobie przybiłby piątkę.

  Jednak to nie było wszystko. Brakowało jednego raportu. A jakby tego było mało, wieczorem czekało go spotkanie z królem Duncanem. Nie miał pojęcia, o czym władca chce z nim porozmawiać, jednak nie spodziewał się, żeby było to coś dobrego.

  Jeszcze raz spojrzał tęsknie przez otwarte okno w kierunku lasu. Od tygodni nie miał czasu znaleźć się na grzbiecie wierzchowca i mknąć przez las. Brakowało mu rozrywki, niebezpiecznych misji, pełnych napięcia akcji, na jakie chodził w młodości. Z drugiej strony cieszył się, że już nie musi spać po fosach i trząść się z zimna podczas deszczy, przed którym chroniła go jedynie jego szaro-zielona peleryna.

  Jednak szybko odgonił od siebie te myśli i spojrzał na zegarek. Wyprostował się, przygładził płaszcz i wyszedł ze swej komnaty, która czasami zdawała się mu być jego więzieniem.
  Schodząc po schodach mruczał pod nosem wesołe piosenki, żeby dodać sobie otuchy. Mijający go służący zerkali na niego z zaciekawieniem, a czasem i rozbawieniem. Każdemu po kolei kiwał głową na powitanie.

  Mimo, że służyli w najważniejszym zamku w królestwie, byli prostymi ludźmi, a zwiadowcy nie wzbudzali ich ufności. Niektórzy uważali ich za czarnoksiężników, także szybko za dowódcą uformował się podążający za nim krok w krok tłumek gapiów, ciekawych zobaczenia dziwnego zaklęcia, jakie w ich mniemaniu rzucał Crowley na mijane korytarze.

  Zwiadowcę nie zwracał jednak na nich odwagi. Po kilkunastu minutach szybkiego marszu (z jakże wspaniałą eskortą) znalazł się przed masywnymi drzwiami. W jednej w chwili spoważniał i spojrzał groźnie na tłumek gapiów, który w kilka minut się rozbiegł przerażony. Zadowolony, że pozbył się ogona, zastukał trzy razy do drzwi, zza których rozległo się ciche „proszę”.

  Crowley pchnął ciężkie drzwi do przodu. Jego oczom ukazał się siedzący przy stole Duncan, wyraźnie czymś zmartwiony. Tuż przed nim leżał pusty kielich i w połowie pełna butelka wina. Zwiadowcę niezmiernie zdziwił ten widok, wiedział bowiem, że Duncan zazwyczaj nie szuka pocieszenia w alkoholu, kiedy ma problem. W takich chwilach starał się zachować trzeźwość umysłu i podejmować rozsądne decyzję.

  Jego zmęczone oczy spojrzały na starego przyjaciela. Mruknął pod nosem przywitanie i westchnął.

  - Siadaj, Crowley. Może się czegoś napijesz? – zasugerował, wyciągając z szafki kolejny kieliszek.

  Crowleya zamurowało.

*

  Silver zerknął niepewnie na Gilana. Nie był pewny, czy to on ma podejść i otworzyć drzwi nieznajomemu. Z drugiej strony był wściekły, że nie mógł nawet przedstawić swojego problemu mistrzowi.

  Zwiadowca uniósł do góry jedną brew. Znowu.

  - Otworzyć? – zapytał uczeń.

  Gilan pokręcił przecząco głową. Jego ręka nieznacznie przesunęła się w kierunku rękojeści miecza.
  Pukanie rozległo się po raz kolejny. Do ich uszu dobiegło również pełne pogardy prychnięcie.
  Siedzieli tak w ciszy, dopóki  osoba, która stała za drzwiami nie odeszła.

  Silv spojrzał na mentora podejrzliwie.

  - Kto to był? – spytał.

  Gilan przewrócił oczami.

 - Nikt ważny.

  Silver skinął głową, ale było wiadomo, że taka odpowiedź  go nie usatysfakcjonowała. Czyżby jego mistrz miał jakiś sekret? Już wiedział, że zrobi wszystko, żeby go odkryć.

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz