Cisza była wszechobecna.
Młoda Angie
skuliła się za komodą. Ze swojej kryjówki słyszała miarowy oddech swojej
siostry. Dałaby wszystko, żeby ją ostrzec przed osobą, której kroki słyszała na
ganku. Wiedziała jednak, że tym sposobem intruz wykryje również ją.
„To koniec”
– pomyślała, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
W starym,
opuszczonym domu na skraju lasu sieroty znalazły schronienie kilka miesięcy
wcześniej. Miały dach nad głową, a w dodatku Ang znalazła dość spory zapas
drewna na opał, jedzenia, wody oraz całe mnóstwo kawy.
Dziesięciolatka miała szczerą nadzieję, że nie
zostaną wyrzucone na mróz. Zewnętrzny świat wydawał jej się przerażający,
ogromny, pozbawiony cienia współczucia dla dwóch zagubionych sióstr. Ponadto za
oknami panowała najokropniejsza, ale i najpiękniejsza pora roku – zima.
Gruba
warstwa śniegu zdawała się przemawiać do niej „chodź, dziewczę, znajdziesz się
w królestwie Królowej Śniegu, wśród białego puchu, będziesz żyła w szczęściu i
dostatku, lecz już nigdy nie wrócisz…”
Zadrżała,
kiedy usłyszała skrzypnięcie towarzyszące otwieraniu drzwi wejściowych. Ciężkie
buty przybysza zdawały się grzmieć o posadzkę w zwykle cichej chałpce. Nawet z
sypialni dosłyszała jego pełen radości śmiech. Wciągnęła gniewnie powietrze.
Nie wiedziała, z kim miała do czynienia, ale jej zdaniem bezprawnie wtargnął na
teren, który zaczęła nazywać już swoim domem.
Pomruk.
Skrzypienie posadzki.
Ang poczuła
jak po plecach przebiegają jej ciarki. Nie wytrzymała i zemdlała.
Gdy się
ocknęła było jasno. Zerknęła na posłanie młodszej dziewczyny.
Jej siostry
tam nie było, natomiast zamiast niej, znalazła plamę krwi.
•
Heh, krótki, nudny i dziwny xd Nie umiem pisać prologów, ale chciałam zrobić takie krótkie wprowadzenie.
Poprzednie rozdziały napisane rok temu usunęłam. Mam nadzieję, że wyjdzie mi tym razem :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz